Skip to main content

Tusk w prokuraturze...

Wyszedł. Obolały ale szczęśliwy. Chciał odegrać scenkę poszkodowanego i zaszczutego przez obłąkanego Kaczyńskiego, który podobno ma obsesję. Nazwisko J. Kaczyńskiego padło kilka razy co jak na człowieka wolnego od obsesji, musi jednak zastanawiać. Następnie bardzo zwinnie jak wiewiórka (taki pewnie był zamysł), przemknął przez mityczną puszczę ale ręce mu zadrżały. Później było już tylko gorzej. Jakieś nieartykułowany mamrot, jakieś ultradzwięki, zapewne zrozumiałe dla krzyczących jego nazwisko, czyli ok. 17 osób, dało się wyczytać zaniepokojenie na przejętym obliczu. Miało być ich więcej ale chyba wyjechali. Może na Woodstock...
Kroplą goryczy było natarczywe pytanie o Smoleńsk, kiedy to nastąpił zwrot akcji i nagła ucieczka do gmachu prokuratury.
Przypomina mi to scenę z 'Dzienników ze Spandau' - Alberta Speera. Jest tam taka oto scena:

„Z wizytą przyszedł nasz niemiecki lekarz więzienny, doktor Pflucker (…). Opowiedział mi, że trzej uniewinnieni, Schacht, Papen i Fritzche, przed kilkoma godzinami chcieli opuścić więzienie, ale wrócili, bo przed bramą czekał na nich wzburzony tłum. Ponieważ nie wiedziano, co z nimi zrobić, Amerykanie zaproponowali udzielenie im schronienia w więzieniu. Znajdują się teraz na najwyższym piętrze. Drzwi cel są jednak otwarte”.
Uśmiechnąłem się pod nosem...

Comments

Popular posts from this blog

POwój...

Po dziejszym mocnym doświadczeniu gdy można było się znów przekonać jakim fałszem jest świat kreowany przez PO, bycie w permanentnym stanie załgania i wyparcia rzeczywistości mam świadomość, że to musi emanować na otoczenie. Popierający tę koterię, tracą punkt odniesienia i system ich wartości ulega stopniowej degradacji.
Przypominam swoje, pisane lat temu sześć dywagacje...

W związku z przyczyną zawartą w wątku "Paradox Cyrusa", chcąc nie chcąc wylądowałem w naszym przepastnym ogrodzie, w rejonie gdzie bywam rzadko. Żona dała mi prawo wyboru zakresu robot polowych. NB, prace te miał wykonywać fachowiec ogrodnik, który jednak 'wybrał wolność', co mnie dziwi bo prace mógł mieć stałą, regularną znaczy się. Dziwi tym bardziej, że jest Madziarem z Siedmiogrodu i liczyłem na nić sympatii. Nie wiem, może poczuł sie urażony gdy próbowałem wymóc na nim poczucie bycia Madziarem, jednak on wolał czuć sie Rumunem (?) nosząc madziarskie nazwisko...
Efektem jest nie pojawi…

Raduj się Warszawo...

Na nic upokorzenia, katorgi Sybiru, bestialstwo Katynia. Od wielu pokoleń, wśród Polaków mieszkają ci, których stolicą był Petersburg bądź Moskwa. Oni zawsze będą skrzętnie wykonywać wolę i służyć kacapskim interesom i z nimi się identyfikować. Oczywiście dla dobra, bezpieczeństwa i spokoju tego 'kraju nad Wisłą. Oni nawet nie lubią tej dziwacznej nazwy: Polska. Niekiedy bezwiednie ale zawsze po linii. Wystarczy tylko szkodzić Polsce lub tylko pomniejszać jej znaczenie - a car będzie kontent...
Jak kąkol na ziemię żyzną rzucony.
Rok 1894...